Wracałam, późnym popołudniem z pracowni ojca. Byłam strasznie wściekła, głównie na Rose.
~Nienawidzę tej gówniary! Jak strzela focha to nie może jak normalna dziewczyna zamknąć się w sobie, albo się po obżerać. Nieeee! To nie podobne do niej! Ona musi się, zawsze na kimś wyżyć, zazwyczaj na mnie! Yrghhhhhhhhhh!~zawsze lubiłam sobie trochę po narzekać.
Szłam przez zatłoczone miasto, i oglądałam się na kramy sklepikarzy.U pana Smitha zatrzymałam się,by jak zwykle sprawdzić czy nie ma wschodnich, tzw. " magicznych proszków".
- Witaj Gwenny!- przywitał się lekko otyły pan w średnim wieku.-Mam dla ciebie coś specjalnego!-powiedział dumnym głosem jakiego zazwyczaj używa tata by pochwalić Maxa.
Sięgnął za pazuchę i wyciągną mieszek.
-Co to?-zapytałam zaciekawiona- kolejny pył wróżek?-tak ja i mój tata nazywaliśmy sproszkowane srebro,bardzo potrzebne do tajnej receptury taty.
-Ile pani da za 3 funty?
- No nie wiem, nie wiem... A ile pan proponuje ?
-Dwie koronki miła panienko.- Na ostre targowanie nie miałam ochoty, więc dałam mu te dwie korony za coś co kosztowałoby 30 razy więcej.
Przyspieszyłam. I tak już byłam spóźniona na lekcje dobrych manier u pani Menee .
Nagle poczułam swąd siarki i jeszcze czegoś czego nie byłam w stanie określić.
Odwróciłam się.Zaczełam szukać jego źródła.Mam baaaaardzo dobry węch, i to dzięki niemu udało mi się dojść do tak zwanego źródła smrodu, czyli do pracowni majego taty stał w drzwiach i palił fajkę.
Uśmiechnęłam się do niego.Machnął na mnie ręką i tym gestem kazał mi podejść.
Nie zrobiłam nawet dwóch kroków kiedy, nagle budynek eksplodował.
Wyrzuciło mnie w powietrze i z całym impetem wylądowałam na plecach, na bruku. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, i jedyne na co się zdobyłam to na chrapliwe wypowiedzenie słowa : TATO.
Po tym zemdlałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz