No hejjjj!
Długo nie pisałam , bo zwyczajnie miałam nawał pracy :)
Rozdział 2
Wszędzie pustka, nic nie ma, nikogo. Brak,brak ,brak...
Po śmierci ojca w dziwnym wybuchu przy Baker Street w zesz, nikt sie mnie nie czepia, że nic nie jem nie mówie nigdzie nie wychodze... Ostatnio na targu gdzie poszłam by kupićrybe na obiad ludzie wręcz mi je wciskali na siłe... Musieli go bardzo lubić... Żyję dzięki ludziom z targu którzy karmią mnie i ubierają, nawet ostatnio Mary Lou( amatorka w tworzeniu fryzur - nawet królowa się u niej czesze) przyszła uczesać mnie na przyjęcie z okazji urodzin jakiegoś lorda czy sir'a którego podwładnym był ojciec.John Whilliam Standen . To tak oficjalnie brzmi. Ale nikt tak na niego nie mówił, bo on nie chciał. Nigdy nic nie chciał... Od śmierci mamy
Obserwatorzy
sobota, 21 listopada 2015
sobota, 28 marca 2015
Rozdział 1
Wracałam, późnym popołudniem z pracowni ojca. Byłam strasznie wściekła, głównie na Rose.
~Nienawidzę tej gówniary! Jak strzela focha to nie może jak normalna dziewczyna zamknąć się w sobie, albo się po obżerać. Nieeee! To nie podobne do niej! Ona musi się, zawsze na kimś wyżyć, zazwyczaj na mnie! Yrghhhhhhhhhh!~zawsze lubiłam sobie trochę po narzekać.
Szłam przez zatłoczone miasto, i oglądałam się na kramy sklepikarzy.U pana Smitha zatrzymałam się,by jak zwykle sprawdzić czy nie ma wschodnich, tzw. " magicznych proszków".
- Witaj Gwenny!- przywitał się lekko otyły pan w średnim wieku.-Mam dla ciebie coś specjalnego!-powiedział dumnym głosem jakiego zazwyczaj używa tata by pochwalić Maxa.
Sięgnął za pazuchę i wyciągną mieszek.
-Co to?-zapytałam zaciekawiona- kolejny pył wróżek?-tak ja i mój tata nazywaliśmy sproszkowane srebro,bardzo potrzebne do tajnej receptury taty.
-Ile pani da za 3 funty?
- No nie wiem, nie wiem... A ile pan proponuje ?
-Dwie koronki miła panienko.- Na ostre targowanie nie miałam ochoty, więc dałam mu te dwie korony za coś co kosztowałoby 30 razy więcej.
Przyspieszyłam. I tak już byłam spóźniona na lekcje dobrych manier u pani Menee .
Nagle poczułam swąd siarki i jeszcze czegoś czego nie byłam w stanie określić.
Odwróciłam się.Zaczełam szukać jego źródła.Mam baaaaardzo dobry węch, i to dzięki niemu udało mi się dojść do tak zwanego źródła smrodu, czyli do pracowni majego taty stał w drzwiach i palił fajkę.
Uśmiechnęłam się do niego.Machnął na mnie ręką i tym gestem kazał mi podejść.
Nie zrobiłam nawet dwóch kroków kiedy, nagle budynek eksplodował.
Wyrzuciło mnie w powietrze i z całym impetem wylądowałam na plecach, na bruku. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, i jedyne na co się zdobyłam to na chrapliwe wypowiedzenie słowa : TATO.
Po tym zemdlałam.
~Nienawidzę tej gówniary! Jak strzela focha to nie może jak normalna dziewczyna zamknąć się w sobie, albo się po obżerać. Nieeee! To nie podobne do niej! Ona musi się, zawsze na kimś wyżyć, zazwyczaj na mnie! Yrghhhhhhhhhh!~zawsze lubiłam sobie trochę po narzekać.
Szłam przez zatłoczone miasto, i oglądałam się na kramy sklepikarzy.U pana Smitha zatrzymałam się,by jak zwykle sprawdzić czy nie ma wschodnich, tzw. " magicznych proszków".
- Witaj Gwenny!- przywitał się lekko otyły pan w średnim wieku.-Mam dla ciebie coś specjalnego!-powiedział dumnym głosem jakiego zazwyczaj używa tata by pochwalić Maxa.
Sięgnął za pazuchę i wyciągną mieszek.
-Co to?-zapytałam zaciekawiona- kolejny pył wróżek?-tak ja i mój tata nazywaliśmy sproszkowane srebro,bardzo potrzebne do tajnej receptury taty.
-Ile pani da za 3 funty?
- No nie wiem, nie wiem... A ile pan proponuje ?
-Dwie koronki miła panienko.- Na ostre targowanie nie miałam ochoty, więc dałam mu te dwie korony za coś co kosztowałoby 30 razy więcej.
Przyspieszyłam. I tak już byłam spóźniona na lekcje dobrych manier u pani Menee .
Nagle poczułam swąd siarki i jeszcze czegoś czego nie byłam w stanie określić.
Odwróciłam się.Zaczełam szukać jego źródła.Mam baaaaardzo dobry węch, i to dzięki niemu udało mi się dojść do tak zwanego źródła smrodu, czyli do pracowni majego taty stał w drzwiach i palił fajkę.
Uśmiechnęłam się do niego.Machnął na mnie ręką i tym gestem kazał mi podejść.
Nie zrobiłam nawet dwóch kroków kiedy, nagle budynek eksplodował.
Wyrzuciło mnie w powietrze i z całym impetem wylądowałam na plecach, na bruku. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, i jedyne na co się zdobyłam to na chrapliwe wypowiedzenie słowa : TATO.
Po tym zemdlałam.
środa, 25 marca 2015
Prolog......
Nigdy nie myślałam ,że tak skończę.
Jako zakochana idiotka ze smokiem na karku.Zabawne!
A myślałam ze miłość nie istnieje , no cóż chyba byłam w błędzie, jak zawsze.
Niestety muszę kończyć, albo jak wolicie zginę. Osobiście wolę ta pierwszą wersję.
Do zobaczenia Alchemiku!
Gwendelon Standen
12 maja 1805r
Nigdy nie myślałam ,że tak skończę.
Jako zakochana idiotka ze smokiem na karku.Zabawne!
A myślałam ze miłość nie istnieje , no cóż chyba byłam w błędzie, jak zawsze.
Niestety muszę kończyć, albo jak wolicie zginę. Osobiście wolę ta pierwszą wersję.
Do zobaczenia Alchemiku!
Gwendelon Standen
12 maja 1805r
Subskrybuj:
Posty (Atom)